sobota, 26 września 2015

Od Delirium przez Pandemonium...aż do Requiem - Lauren Oliver: recenzja

Witajcie! 
Jesteście właśnie świadkami ukończenia przeze mnie pierwszy raz w życiu jakiejś serii (wspominałam całkiem niedawno o tym, że nigdy jeszcze nie przeczytałam żadnej trylogii/serii w całości...a teraz w końcu się to zmieniło, bo właśnie skończyłam Requiem ostatnią część trylogii Delirium). Zarówno tą dziwną dziecięcą radością z tak błahej rzeczy jak skończenie serii, jak i wrażeniami po przeczytaniu Requiem chcę się dzisiaj z Wami podzielić. 
  Ostatni tom bestsellerowej trylogii.
Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe śledzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.
W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego – nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy mury wreszcie runą? 


Recenzje poprzednich tomów możecie odnaleźć Tom 1 Delirium TUTAJ oraz  Tom 2 Pandemonium TUTAJ 

A ja już przechodzę do opowiedzenia Wam o finale trylogii Lauren Oliver: 
 Po małym skoku poziomu w drugim tomie, książka w finale znowu zostawiła mnie z pewnym niedosytem...zacznę może trochę od tyłu, bo najpierw chciałabym skupić się na zakończeniu powieści: nie zamierzam zdradzać Wam treści: spokojnie, chodzi mi bardziej o pewne wrażenie jakie pozostawiło po sobie Requiem... Czytając końcowe rozdziały czułam się trochę tak jakby autorce nagle zaczęło się spieszyć i chciała jak najszybciej rozwiązać akcje, co u mnie pozostawiło taki niedosyt...bo najpierw akcja ciągnie się i ciągnie na spokojnie i nagle takie BUM kończenie wszystkich wątków, jak dla mnie trochę niedokładne...

 A teraz małe pytanie: czy wszystkie główne bohaterki muszą być irytujące? A może tylko mnie wszystko wiecznie przeszkadza? W każdym razie Lena przebiła w tej części samą siebie i ze wszystkich części właśnie w finale trylogii postanowiła być strasznie wkurzająca (przepraszam za kolokwialny język). Dziewczyna zachowuje się w określony sposób przez 3/4 książki i nagle zupeł
nie z dupy jej działania się zmieniają. 
 Do gry wracają Alex i Hana(jest narratorką naprzemiennie z Leną, dzięki czemu możemy poznać sytuację po obu stronach "barykady" i w mieście i w Głuszy i to akurat bardzo fajny pomysł autorki.
 Ale jeśli miałabym tutaj mówić o postaciach w książce ogólnie: to zostały one potraktowane w większości po macoszemu. 

Sama akcja nie zapiera jakoś wybitnie tchu w piersi, momentami trochę się wlecze. Rreasumując powiem tak: książka jest w porządku, ale moim zdaniem, jak na finał serii: nie jest to jakieś "wielkie WOW", dla mnie trochę gorsza od Pandemonium

Ogólnie? Polecam tę trylogię, całość nie jest jakaś powalająca, ale pomysł oryginalny i rozwinięty całkiem przyzwoicie. 



 

wtorek, 22 września 2015

Powrót do przeszłości. Re:read: "Szeptem" Becca Fitzpatrick recenzja

Witam serdecznie!
 Zdarza Wam się czasem wracać do książek, które kiedyś już czytaliście? Ja robię to niezbyt często: nie żebym nie chciała, zwyczajnie często brak mi na to czasu (częściej wracam do filmów: jest dużo takich, które oglądałam wielokrotnie). Ostatnio postanowiłam wrócić do książki, która zapoczątkowała moją miłość do książek innych niż kryminały. Książkę czytałam ładnych parę lat temu, długo przez założeniem bloga. Wcześniej, owszem: lubiłam czytać, ale od książki Fitzpatrick "wszystko się zaczęło" i tak to zostałam lekkim "freakiem" na punkcie książek, żeby było śmieszniej nigdy nie chciałam przeczytać kontynuacji, po prostu zakończenie mnie usatysfakcjonowało. W czytelniczym nastroju, pierwszy raz od dawna przeczytałam książkę w jeden dzień...teraz po pewnym czasie książka już mnie tak nie zachwyca, ale pewien sentyment pozostał. 
  
Czasem zdarza się miłość nie z tego świata. Naprawdę nie z tego świata…
Patch jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że szesnastoletnia Nora uległa jego urokowi. Niemal natychmiast w jej życiu zaczęły dziać się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć. Chyba że…
Chyba że ktoś wie, że znalazł się w samym środku bitwy. Bitwy, którą od wieków toczą Upadli z Nieśmiertelnymi. O Twoje życie.
Ale cicho sza… Są tajemnice, o których mówi się tylko szeptem


Nie pamiętam już czy przy pierwszym czytaniu główna bohaterka też mnie tak irytowała , ale faktem jest, że teraz Nora działała mi na nerwy...na szczęście Patch nadal jest jedną z moich ulubionych męskich postaci w książkach. Poza tym postaci są wykreowane dobrze, ale myślę, że można było przybliżyć je czytelnikowi trochę dokładniej.

Ogólnie historia, może gdy książka ukazała się po raz pierwszy była czymś 'świeżym' teraz wiele jest na rynku paranormali, ale mnie osobiście to nie przeszkadza, bo po prostu lubię takie książki. Sam styl pisania może nie powala, ale nie mam do niego jakichś większych zastrzeżeń. 

Książkę czyta się przyjemnie: mamy tu napięcie, humor, zabawne dialogi, może nie jest to megaambitny tytuł, ale przecież w czytaniu dla siebie chodzi o zabawę, oderwanie od codzienności, a nie ma co kryć: to lekka i dość przyjemna lektura i jeśli ktoś lubi takie trochę tajemnicze klimaty z nutą romansu, a jeszcze nie czytał Szeptem to ja serdecznie książkę polecam. 

Ogólne wrażenia po przeczytaniu książki po raz kolejny są chyba podobne do tych sprzed kilku lat: może teraz książkę odbieram trochę inaczej niż jako bodajże 15-latka, ale nadal lubię takie książki, więc przyjemnie było sobie przypomnieć powód dla którego je polubiłam. Ciężko mi tu wystawić jakąś obiektywną ocenę, bo wiadomo jak to jest z tymi "sentymentami" ale myślę, że siódemka będzie OK.

 
Na dniach przenoszę się już na nowe mieszkanie i na początku nie będę tam miała internetu...więc pewnie będę więcej czytała (aż wstyd się przyznać, że internet pożera mi czas czytelniczy), ale nie wiem jak będzie z częstotliwością notek: może się zdarzyć tak, że w jednym czasie wrzucę kilka recenzji pod rząd, nie wiem ile potrwa taka sytuacja, ale proszę o wyrozumiałość. Pozdrawiam i do usłyszenia 
 

niedziela, 20 września 2015

Kilka czytelniczych faktów...niestety dziś tylko o mnie #1

Cześć wszystkim!
Dziś pomiędzy czytaniem, a niedzielnym spacerem pomyślałam sobie, że fajnie byłoby tym osobom, które czasami tu zaglądają trochę przybliżyć moją osobę i trochę lepiej poznać Was. Ale jako, że nienawidzę podawania jakichś faktów o mnie jako osobie, to pomyślałam, że zacznę od informacji o mnie jako czytelniku, co jest dla mnie może nawet większym wyczynem niż napisanie tu mojego adresu i numeru telefonu. Postanowiłam więc, że napiszę w tym poście kilka "czytelniczych faktów o mnie" (jeśli chcecie uciec, to jest jeszcze moment, w którym można to zrobić...nim będzie za późno :D no chyba, że cierpicie na bezsenność, wtedy istnieje malutka szansa, że uda Wam się w szybkim tempie zasnąć z nudów)
 Teraz kiedy już ostrzegłam Was przed ewentualnym zanudzeniem (żeby nie było, że nie ostrzegałam(;) możemy zaczynać, ale zanim pierwszy fakt ujrzy światło dzienne, chciałabym zachęcić Was do napisania w komentarzu czegoś o sobie. Jeśli nie robiliście czegoś takiego u siebie, a chcielibyście to również zachęcam, bardzo chętnie sama poczytam takie posty (; a teraz do rzeczy: 

1.Nigdy nie skończyłam żadnej serii czy trylogii. Pozaczynałam ich wiele, nawet sama nie wiem ile. Czasami, kiedy stwierdzam, że zakończenie pierwszej, czy drugiej części mnie satysfakcjonuje to niejako napawa mnie przerażeniem poznanie zakończenia całego cyklu, bo boje się rozczarowania...a może dlatego, że to strasznie smutne dla mnie kiedy coś się definitywnie kończy i wiem, że dalej nic już nie ma. A często po prostu odkładam kupienie kolejnej części "na później" a to "później" następuje po kilku latach
2.Strasznie przeżywam książki, które czytam i wkurzam się kiedy coś w książce idzie nie po mojej myśli 
3.Nie mam zakładek. Do zakładania książek używam wszystkiego co się nawinie: paragonów, ulotek, kartek...kiedyś nawet zdarzyło mi się używać do tego wacika 
4.Nie pożyczam książek. Mogłabym to pozostawić bez tłumaczenia, ale pomyślelibyście, że jestem gburem i chamem (może jestem, ale zostawmy to na razie). Po prostu zawsze kiedy komuś pożyczałam książkę, to wracała ona do mnie w innym stanie niż ją oddawałam i stwierdziłam, że to nie jest fajne kiedy ktoś nie szanuje mojej własności.
5. Tutaj kocham pisać o książkach, ale nie lubię o nich rozmawiać ze znajomymi (chyba dlatego, że nikt z moich znajomych nie odbiera czytania tak jak ja)
6.Zdarzało mi się odmówić komuś spotkania, odrzucić czyjeś zaproszenie tylko po to żeby zostać w domu i czytać.
7.Kiedy jakaś książka mnie wciągnie to mogę nie jeść, nie spać, tylko czytać
8.Jestem "fetyszystą" domowych biblioteczek...zwłaszcza tych pokaźnych i strasznie lubię patrzeć na półki zastawione książkami i sprawdzać co ludzie mają na półkach. W pokoju mam tylko jeden regał na którym już nie mieszczą się książki. 
9.Nie ma domu bez książek. Kiedyś chcę mieć osobne pomieszczenie na książki, a jeśli to się nie uda to nie wyobrażam sobie że w moim domu nie będzie chociaż jednego regału specjalnie na książki

Chyba powinno być ich 10, ale już nic mi nie przychodzi do głowy. A jak to jest z Wami? Macie jakieś swoje "dziwactwa" związane z czytaniem/książkami?   A tak żeby nie było pusto daje zdjęcie mojej malutkiej kolekcji...wiem, że jest mała, ale bardzo chcę ją powiększyć.

 
 

piątek, 18 września 2015

#KlasykaKryminały Agatha Christie - I nie było już nikogo

...I nie było już nikogo
Witam wszystkich najserdeczniej!
Studia zbliżają się coraz większymi krokami, a ja jestem coraz bardziej zesrana przestraszona, w dodatku nie mam za bardzo czego czytać, bo na te książki które stoją na półce jakoś nie mam w tej chwili ochoty, a na to co chciałabym teraz poczytać nie mam przez te całe studia i wyprowadzki funduszy, tak więc moje czytelnictwo znowu podupada ); ale dziś, dzięki empikowi i jego promocji na całą twórczość Christie przychodzę do Was z (chyba) klasyką klasyki: ksiażką I nie było już nikogo

Wiele osób już pewnie tę pozycję zna, czytało ją, albo przynajmniej o niej słyszało. Ja postaram się napisać o niej tak by nie zdradzić Wam przypadkiem zbyt wiele i nie pozbawić kogoś przyjemności czytania, tak więc opinia będzie bardziej ogólna (jak to zwykle u mnie bywa) 

 Dziesięć osób, każda podejrzana o morderstwo, zostaje zaproszonych przez tajemniczego gospodarza do domu na wyspie. Gdy ginie druga osoba, goście szybko zdają sobie sprawę, że to, co początkowo uważali za nieszczęśliwy wypadek, jest robotą zabójcy. Postanawiają odkryć jego tożsamość, ale okazuje się, że nikt nie ma alibi. Odizolowani od społeczeństwa, niezdolni do opuszczenia miejsca pobytu, umierają jeden po drugim w sposób opisany w dziecięcej rymowance,  która wywieszona jest w ich pokojach.

Dziesięciu ludzi, dziesięć różnych osobowości, jedna wyspa i żadnej możliwości ucieczki...a przecież gdzieś tam czai się morderca. Uwielbiam te kryminały, w których czytelnik musi "ruszyć głową", zastanowić się "kto jest mordercą?!"

Autorka buduje napięcie, które utrzymuje odbiorcę przy książce, sprawia, że chce się dowiedzieć "jak to się skończy?" a droga do odpowiedzi jest pełna zakrętów. Bardzo sobie cenie tak skonstruowane kryminały, fajnie się je czyta. Jest też w nich jakaś 'lekkość', dlatego wielu osobom książka może się podobać, mnie się podobała.

Wielowymiarowość postaci, solidna kreacja, różnorodność to te cechy, które przy tworzeniu postaci grają dla mnie kluczową rolę i książce Christie zostają one spełnione. Tutaj każda postać jest inna, ale wszystkie nakreślone z jednakową starannością, w taki sposób, że żadna z nich nie jest "bezosobowa" jak to często w literaturze bywa. 

Nie będę się chyba więcej zbytnio rozpisywać, bo cóż jeszcze mogłabym napisać poza tym, że serdecznie ten tytuł polecam? Książka na poziomie, przyjemnie się czyta, wciąga...jest najprościej mówiąc dobra.


Przepraszam, że to tak krótka opinia, ale moja wena recenzencka podupada, a to, że tak mało czytam trochę mnie dołuje, ale kiedy tylko odmrożę moje "books money" to zrobię jesienno-zimowe książkowe zakupy i zapas kakao na te zimowe czasy i może w końcu wpadnę w czytelniczy trans, w którym chyba tak naprawdę nie byłam od ponad roku.
 
 

sobota, 5 września 2015

Let it rain! Fallen leaves! Przeprowadzka. Kocham jesień talk!

Witam najserdeczniej!


W prawdzie w kalendarzu nadal lato, ale dla mnie jest już jesień...w końcu. Mimo iż nie jest to moja ulubiona pora roku, to w kolejce na faworyta grzeje mocne drugie miejsce: zwłaszcza, że lata i wiosny zwyczajnie nie lubię: taki to już ze mnie zimowy człowiek (no: jesienno-zimowy). Jednak podczas gdy większość lubi tę jesień "złotą" to ja lubię tę ponurą i deszczową (tak: wiem: dziwny człowiek ze mnie) 



 Jesień to grube swetry, długie wieczory i kakao/herbatka/gorąca czekolada...no i oczywiście książki: dużo książek! Mam nadzieję, że znajdę czas na cieszenie się tym wszystkim.
Ta jesień będzie dla mnie trochę inna, bo tych długich wieczorów nie będę już spędzała w moim rodzinnym, kochanym domu, a w wynajętym mieszkaniu, ale to trudno: może się przyzwyczaję. Niestety zmiana lokum wiąże się z pozostawieniem w domu mojej ukochanej mini-biblioteczki, ale nie ma nawet takiej opcji, że nie zabiorę ze sobą chociaż malutkiego tira wypchanego książkami do nowego mieszkania. Wydaje mi się jednak, że jesień jest dobrą porą na przeprowadzkę. Chociaż już na samą myśl tęsknię za domem, to jednak studia zobowiązują. 


 Od pewnego czasu przetwarzamy z babcią owoce, więc kolekcja dżemów już czeka. Zamierzam dalej odżywiać się zdrowo: bo to już właściwie weszło, dżemy wprawdzie słodzone białym cukrem, ale nie należę do aż takich fanatyków żywienia, więc myślę, że od odrobiny dżemu nic mi się nie stanie :D poza dżemami zaopatrzyłam sie także w przepyszne prawdziwe miody na moim ulubionym święcie miodu (Miodowej Biesiadzie w Kurowie) także myślę, że jesień mi nie groźna, a może i na zimę tych cudów natury wystarczy. 
 A Wy? Lubicie jesień? Jakie macie czytelnicze plany na najbliższą przyszłość i co polecacie na takie długie jesienne wieczory z książką (i kubkiem kakao)?