piątek, 31 lipca 2015

Alternatywna historia i steampunk Scott Westerfeld - Lewiatan recenzja książki

 Cześć wszystkim!
Tak jak obiecałam ostatnio: przybywam do Was z kolejną w przeciągu dwóch dni recenzją (pomyślicie pewnie, że podmienili mnie kosmici, bo po tak wielu długich przerwach i rzadkim publikowaniu od razu zarzucam Was gradem recenzji...ale nie, nikt mnie nie podmienił...a co do recenzji...ta nie jest ostatnią jaką mam dla Was w tym tygodniu:)
 Pisząc wczoraj o Wypowiedz jej imię wspominałam o satysfakcji po jej pochłonięciu. Dzisiaj jednak nie będzie tak kolorowo. 
 Nie ukrywam mojego rozczarowania Lewiatanem i naprawdę przyznaję to z wielkim bólem, bo po opinii Katytastic byłam nastawiona na coś bliskiego arcydziełu...niestety...tak nie było. 

Może od razu wyjaśnię, że książka sama w sobie nie jest zła i z pewnością może się podobać fanom steampunku. I jeśli chodzi o te elementy to książka jest naprawdę super...ale reszta trochę w moich oczach poległa.


Alek, syn arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i Zofii Chotek, pada ofiarą intryg politycznych i po śmierci rodziców w Sarajewie musi uciekać z Austro-Węgier. Deryn Sharp, która po ojcu baloniarzu odziedziczyła miłość do latania, robi wszystko, aby – nawet podstępem – dostać się do brytyjskich Sił Powietrznych.
Gdy wybucha I wojna światowa, Alek zmierza właśnie uzbrojoną machiną kroczącą do Szwajcarii, a Deryn leci niesamowitym, żywym statkiem powietrznym do Konstantynopola. Ich losy przecinają się niespodziewanie, a następnie splatają nierozerwalnie w serii wspaniałych przygód. 


Elementy o maszynach i tych niesamowitych stworzeniach są świetne. Jednak: styl pisania autora w ogóle nie pozwala mi wczuć się w akcje, w rozgrywające się wydarzenia. Ogółem książka była dla mnie po prostu nudna, a momentów w których myślałam kurde, ciekawe co będzie dalej było raczej niezbyt wiele.
 Najważniejszym jednak minusem tej książki są postaci, które są albo niezwykle irytujące albo jednowymiarowe i płaskie, może się czepiam, bo wiem, że książka ma wielu fanów i większości się podoba, tylko ja jak zwykle jakaś inna jestem. 
 Od razu zaznaczam, że ja książki nikomu nie odradzam, wręcz przeciwnie zachęcam do sięgnięcia po nią, bo być może dla Was okaże się być świetna i gdybym sama kierowała się tylko opiniami innych ludzi to nigdy bym nic nie przeczytała, ani nie obejrzała.

Właściwie nie wiem sama co mogłabym o tej książce napisać, więc w tym miejscu po prostu muszę przeprosić Was za to, że ta notka jest taka krótka, ale po prostu Lewiatan to jedna z tych książek, które w mojej pamięci raczej nie zostaną. Tak tylko, żeby nie było, że spisałam książkę na straty dodam, że gdyby powstał film: bardzo chętnie poszłabym na niego do kina.

czwartek, 30 lipca 2015

Krwawa Mary razy pięć: James Dawson - Wypowiedz jej imię (Say Her Name) recenzja książki

Witam serdecznie!
Sama nie wiem co kierowało mną kiedy odwiedzając dworcową księgarnię w oczekiwaniu na pociąg zdecydowałam się na zakup akurat tej książki. W sumie rzuciła mi się kiedyś w oczy na którymś z książkowych instagramów, ale jakoś nigdy się nią szczególnie nie zainteresowałam. Wybór książek był na dworcu dość ograniczony, a tę książkę zobaczyłam dosłownie w ostatnim momencie, gdyż w ręku już trzymałam ostatnią część serii Kathy Reichs. Oczywiście jak zwykle zamiast przejść od razu do rzeczy i opisać Wam po prostu książkę snuję jakąś cholernie nudną opowieść, ale myślę, że zdążyliście się już przyzwyczaić do tych przydługich (i przynudnych) wstępów.
 Prawie dwa tygodnie spędziłam ostatnio poza domem, ale teraz przychodzę do Was z dwoma recenzjami, ale ta druga niech pozostanie póki co owiana tajemnicą...przejdźmy może w końcu do Wypowiedz jej imię. 

 Trójka nastoletnich przyjaciół w noc Halloween przyzywa ducha legendarnej Krwawej Mary. To, co miało być zabawą, zmienia się w koszmar i dramatyczną walkę o przetrwanie. Bobby, jej przyjaciółka Naya i przystojny Caine muszą się zmierzyć z nawiedzającą ich w snach upiorną siłą mieszkającą po drugiej stronie lustra. Nastolatkowie odkrywają tajemnicę z połowy XX wieku. Odnajdują jedyną ofiarę, która umknęła Krwawej Mary i od lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Czego upiór pragnie naprawdę – ukojenia czy zemsty? 

Chyba prawie każdy słyszał kiedyś chociaż malutką wzmiankę o Krwawej Mary. Bohaterowie naszej książki również słyszeli i podczas halloween trójka nastolatków postanawia przywołać jej ducha.Wtedy nie wiedzą jeszcze, że niewinna według nich zabawa przemieni ich życie w koszmar...bo Za pięć dni po ciebie przyjdzie

Teraz Cane, Bobby i Naya muszą żyć w strachu oczekując na śmierć osaczeni przez przerażającego ducha...

To może ja standardowo zacznę od bohaterów, którzy w tej książce przypadli mi do gustu i w sumie nie mam się do czego przyczepić jeśli chodzi o ich wykreowanie. Powiedziałabym nawet, że większość z nich da się lubić: są dość zabawne i wielowymiarowe, chociaż może nie do końca dopracowane. 

Praktycznie przez całą książkę coś się dzieje, więc lektura wciąga (przez trzy godziny w pociągu praktycznie się od niej nie odrywałam, a dziś od razu po przebudzeniu zabrałam się za czytanie) czyta się przyjemnie, książka raczej nie wydaje mi się zbyt straszna (ale nocną drogę do łazienki skróciła z 10u do 3ech sekund) cała historia jest dość przystępna i ciekawa. Oczywiście nie obyło się od przeuroczej romantycznej nuty, ale nie jest ona zbyt "nachalnie" przedstawiona. Książka potrafi rozbawić, momentami trochę przyspieszyć puls, więc w ogólnej ocenie jest dobra i myślę, że warto po nią sięgnąć. Nie będę może pisała tu teraz zbyt wiele o akcji, bo mogę zdradzić przypadkiem zbyt dużo, dlatego zachęcam do samodzielnego sięgnięcia po książkę Dawsona.

Samo zakończenie troche mnie rozczarowało i wydaje mi się, że autor trochę zbyt szybko zamknął akcję, ale myślę, że mogę to wybaczyć, bo książka jako całość wypada naprawdę nieźle (o czym świadczy fakt, że przeczytałam ją dość szybko, bo ostatnio nie zdarza mi się to zbyt często i męczę książki tygodniami). Także ja od siebie książkę serdecznie polecam. Jeśli ktoś z Was czytał, proszę o Wasze opinie (; pozdrawiam 



 

sobota, 4 lipca 2015

Wilki, piraci i Skarb - Kathy Reichs - recenzja książki SKARB (Wirusy 2)

Witam serdecznie wszystkich. 
Pewnie nie spodziewaliście się, że jakakolwiek recenzja ukaże się w najbliższym czasie na blogu, ale kiedy odetchnęłam po zobaczeniu wyników matur, które szczęśliwie zdałam (chociaż przynzaję, że matematyka o którą tak bardzo się martwiłam wyszła mi akurat na styk, to jestem najszczęśliwszą osobą na świecie) W oczekiwaniu na wyniki rekrutacji na studia zabrałam się więc trochę za czytanie, które tak okropnie zaniedbywałam od kilku ładnych miesięcy. Ale w niespełna dwa dni połknęłam pewną książkę, o której dziś będziecie mieli okazję przeczytać kilka bardzo miłych słów. ZAPRASZAM!

  Jakiś czas temu pisałam Wam o książce Wirusy autorstwa Kathy i Brendana Reichs, jeśli czytaliście tę recenzję to wiecie, że książka mi się podobała, jeśli nie to odsyłam do zapoznania się z tą recenzją ->TUTAJ<-
 Rzadko kiedy sięgam po kolejne tomy serii w tak krótkim odstępie czasu...i rzadko kiedy druga część okazuje się być jeszcze większą perełką. Wspominałam już chyba kiedyś tutaj, że nie lubię kończyć serii, zwłaszcza tych, które mi się najbardziej podobają i nie skończyłam jeszcze nigdy żadnej trylogii, ale wydaje mi się, że niedługo to się zmieni, bo wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po zakończenia serii Wirusy która chyba właśnie stała się jedną z moich ulubionych, ale teraz do rzeczy: odnajdźmy ten SKARB!
   
Instytut, w którym pracują rodzice bohaterów, ma zostać sprzedany. W poszukiwaniu funduszy, które pozwoliłyby na ocalenie instytutu oraz wyspy, przyjaciele trafiają na piracki trop: to tutaj prawdopodobnie słynna piratka Anne Bonny ukryła swój wielki skarb. Mimo grożącego im niebezpieczeństwa młodzi ludzie ruszają na poszukiwania.

Historię czytałam na jednym wdechu! Uwielbiam ten mix gatunków z którym mamy tu do czynienia. Książka niby z wątkiem kryminalnym (dobrze z resztą zrobionym) ale przy tym lekka i niesamowicie przyjemna w odbiorze. Pełna humoru, no po prostu zakochałam się w tej pozycji.
 Bohaterowie są nakreśleni niesamowicie dobrze, są tak świetnie zrobieni, że nie da się ich nie lubić (zwłaszcza nasza paczka głównych bohaterów), po prostu zakochałam się w tych postaciach, książka może nie jest szczytem kryminalnego kunsztu, ale to nie jest ważne bo mamy tam przecież jeszcze bardzo dobrą fantastykę, idealne elementy komediowe, które w tej książce cenie chyba najbardziej. Styl pisania autorki, bardzo fajny i tak nieziemsko lekki, że książkę pochłania się dość szybko. 
 Wydaje mi się, że raczej dla trochę młodszego grona odbiorców, ale ja i moje 19 lat ubawiliśmy się nieźle przy jej czytaniu (chyba, że jestem może jakaś cofnięta, nie wykluczam takiej możliwości(;)
W sumie nie wiem co mogę napisać jeszcze o tej książce żeby nie zdradzić zbyt dużo. Cóż: mnie książka urzekła chyba pod każdym względem. Jest to myślę lektura bardziej rozrywkowa, wydaje mi się, że dobra na wakacje. Pewnie wielu z nas chciałoby odnaleźć skarb, a ja zawsze przepadałam za takimi opowieściami o poszukiwaniu skarbu, więc jeśli także takie lubicie, to być może książka przypadnie Wam do gustu. Ja od siebie bardzo serdecznie ją polecam, jeśli nie czytaliście to oczywiście najpierw pierwsza część, która jest równie interesująca (: No i te okładki...są po prostu nieziemskie
 Przepraszam za chaotyczność tej recenzji, ale wakacje nie służą moim zdolnościom recenzenckim. Do usłyszenia, mam nadzieję niebawem. Pozdrawiam