wtorek, 2 lutego 2016

Zaliczyć wszystkie "Testy" Joelle Charbonneau

Są książki o których istnieniu wiem, nim zdecyduję się na zakup, a jakaś promocja przyspiesza tylko ten nieunikniony proces. O dziele pani Charbonneau usłyszałam już dość dawno temu i zamierzałam kiedyś zabrać się za jej trylogię: biedronka wyszła mi na przeciw i przed kilkoma dniami nabyłam Testy tańsze o 30 złotych od ceny okładkowej: nic tylko brać (a poszłam tylko po wodę i ryż). Jako, że idzie sesja, stwierdziłam, że warto coś poczytać i zdecydowałam się na Testy, czy był to słuszny wybór? - Biorąc pod uwagę zbliżające się nieuchronnie egzaminy pewnie nie, ale nawet pomijając te aspekty: mogłam trafić na lepszy pochłaniacz czasu.

Książka jest mówiąc najogólniej poprawna.

Osiemnaście Kolonii stworzonych po nuklearnej apokalipsie Seven Stage War to rzeczywistość, w której młodzi ludzie przechodzą testy, aby trafić na elitarny uniwersytet. Kształci on naukowo-polityczną elitę społeczeństwa. Stawką w zmaganiach jest życie lub śmierć.

Kiedy książka pokazuje ludzi w ich najbardziej prawdziwej i najbardziej prymitywnej formie żądnych władzy buraków istnieją duże szanse, ze okaże się dobra, tutaj autorka w prawdzie nie wykorzystała do końca potencjału, ale ogólnie książka przestawia się nie najgorzej. 
 Autorzy nie od dzisiaj wysyłają "Bogu Ducha winnych" bohaterów żyjących w post-apokaliptycznych (antyutopijnych) światach na jakieś dziwne, chore rozgrywki (zazwyczaj są to te z rodzaju "na śmierć i życie"). Wspominałam już niejednokrotnie, że mnie w żadnym stopniu nie przeszkadza to, że powstają powieści wykorzystujące podobne motywy, ale moim zdaniem pani Charbonneau nie wniosła niczego spektakularnego do tego dystopicznego świata. Może ta tematyka zwyczajnie nie jest mnie już w stanie zaskoczyć, a może po prostu to autorka nie była w stanie tego dokonać. 

Wojna zniszczyła świat, ludzie utworzyli kolonie i starają się odbudować cywilizacje (a właściwie to chyba wcale nie chcą, a jakiś tam prowizoryczny rząd chce zwyczajnie manipulować nieświadomymi ludźmi - czyli taka prawie na faktach książeczka, nie?) Teraz aby dostać się na prestiżowy uniwersytet należy zostać wybranym a następnie wziąć udział w TESTACH
Cia, główna bohaterka powieści zamieszkuje z rodziną kolonię z której od dawna nikt nie został wybrany do udziału w testach. Dziewczyna bardzo chce studiować na uniwersytecie, dlatego jest szczęśliwa gdy dowiaduje się, że jej ciężka praca nie poszła na marne: ona i trzy inne osoby z jej kolonii zakwalifikowały się do testów. Radość dziewczyny zostaje jednak zachwiana przez ojca, który niegdyś sam ukończył uniwersytet, przed wyjazdem mężczyzna ostrzega ją aby nie ufała nikomu, czym tak naprawdę są testy i jak poradzi sobie Cia?

Cia i jej przyjaciele jadą więc zmierzyć się z testami, co jest oczywiście świetnym momentem wplecenia wątku miłosnego,który jak dobrze wiemy jest niezbędny w tego typu powieściach. Otóż jednym z wybranych uczniów jest Tomas i tu muszę przyznać słuszne porównanie do Igrzysk..., bo Tomasa tak samo jak Peety nie znosiłam od samiusieńkiego początku. W ogóle w tym momencie rozprawię się za jednym zamachem ze sprawą postaci, bo na dzień dobry dostałam w mordę tak jałowymi postaciami z jakimi nie spotkałam się już od jakiegoś czasu i nie powiem żebym szczególnie za nimi tęskniła. Większość postaci jest nijaka i to na tyle, że teraz: dobry tydzień po przeczytaniu książki nie pamiętam nawet ich imion, oczywiście były i całkiem niezłe postaci...ale drugoplanowe, bo główni bohaterowie to dla mnie taka dość mocna porażka. 

Za dość ciekawe można by uznać same testy, bo to faktycznie jest coś interesującego i szukając w książce jakiegoś głębszego przekazu warto skupić się właśnie a tym: nieludzkie testy ujawniają w uczestnikach cechy o które być może sami by się nie podejrzewali. Można uznać za naprawdę kawał dobrej roboty pokazanie tego, że ludzie nie wiedzą o sobie wszystkiego...że drzemią w nas pewne zwierzęce wręcz instynkty, a kiedy chodzi o przetrwanie: niektórzy są w stanie zrobić naprawdę wiele. Testy pokazuję tę straszną prawdę, nad którą wielu z nas na co dzień raczej się zastanawia, ale to niestety tylko część składowa całości powieści...

Nie powiem: książka wciąga. Były momenty, kiedy naprawdę nie byłam w stanie odłożyć książki choćby na chwilę, a jednak z drugiej strony zupełny kontrast, kiedy to człowiek zastanawiam się: kiedy to się wreszcie skończy? W ogólnym rozrachunku książka wypada przeciętnie: z jednej strony pokazuje ciekawe sprawy nad którymi warto się chwilę zatrzymać, z drugiej słabe postaci, momentami dość rozwlekła, nudna akcja. Książkę czyta się całkiem fajnie, ale nic poza tym: nie ma zaskoczenia, nie ma wielkiego WOW, jest po prostu książka, którą można przeczytać, ale po której kontynuacje wcale nie mam ochoty sięgnąć. Jak to napisałam na początku książka jest "poprawna" są rzeczy, które się podobają, ale są też takie do których musiałam się przyczepić, ot: kolejne odhaczone z listy czytadło.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz