Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

wtorek, 22 września 2015

Powrót do przeszłości. Re:read: "Szeptem" Becca Fitzpatrick recenzja

Witam serdecznie!
 Zdarza Wam się czasem wracać do książek, które kiedyś już czytaliście? Ja robię to niezbyt często: nie żebym nie chciała, zwyczajnie często brak mi na to czasu (częściej wracam do filmów: jest dużo takich, które oglądałam wielokrotnie). Ostatnio postanowiłam wrócić do książki, która zapoczątkowała moją miłość do książek innych niż kryminały. Książkę czytałam ładnych parę lat temu, długo przez założeniem bloga. Wcześniej, owszem: lubiłam czytać, ale od książki Fitzpatrick "wszystko się zaczęło" i tak to zostałam lekkim "freakiem" na punkcie książek, żeby było śmieszniej nigdy nie chciałam przeczytać kontynuacji, po prostu zakończenie mnie usatysfakcjonowało. W czytelniczym nastroju, pierwszy raz od dawna przeczytałam książkę w jeden dzień...teraz po pewnym czasie książka już mnie tak nie zachwyca, ale pewien sentyment pozostał. 
  
Czasem zdarza się miłość nie z tego świata. Naprawdę nie z tego świata…
Patch jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że szesnastoletnia Nora uległa jego urokowi. Niemal natychmiast w jej życiu zaczęły dziać się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć. Chyba że…
Chyba że ktoś wie, że znalazł się w samym środku bitwy. Bitwy, którą od wieków toczą Upadli z Nieśmiertelnymi. O Twoje życie.
Ale cicho sza… Są tajemnice, o których mówi się tylko szeptem


Nie pamiętam już czy przy pierwszym czytaniu główna bohaterka też mnie tak irytowała , ale faktem jest, że teraz Nora działała mi na nerwy...na szczęście Patch nadal jest jedną z moich ulubionych męskich postaci w książkach. Poza tym postaci są wykreowane dobrze, ale myślę, że można było przybliżyć je czytelnikowi trochę dokładniej.

Ogólnie historia, może gdy książka ukazała się po raz pierwszy była czymś 'świeżym' teraz wiele jest na rynku paranormali, ale mnie osobiście to nie przeszkadza, bo po prostu lubię takie książki. Sam styl pisania może nie powala, ale nie mam do niego jakichś większych zastrzeżeń. 

Książkę czyta się przyjemnie: mamy tu napięcie, humor, zabawne dialogi, może nie jest to megaambitny tytuł, ale przecież w czytaniu dla siebie chodzi o zabawę, oderwanie od codzienności, a nie ma co kryć: to lekka i dość przyjemna lektura i jeśli ktoś lubi takie trochę tajemnicze klimaty z nutą romansu, a jeszcze nie czytał Szeptem to ja serdecznie książkę polecam. 

Ogólne wrażenia po przeczytaniu książki po raz kolejny są chyba podobne do tych sprzed kilku lat: może teraz książkę odbieram trochę inaczej niż jako bodajże 15-latka, ale nadal lubię takie książki, więc przyjemnie było sobie przypomnieć powód dla którego je polubiłam. Ciężko mi tu wystawić jakąś obiektywną ocenę, bo wiadomo jak to jest z tymi "sentymentami" ale myślę, że siódemka będzie OK.

 
Na dniach przenoszę się już na nowe mieszkanie i na początku nie będę tam miała internetu...więc pewnie będę więcej czytała (aż wstyd się przyznać, że internet pożera mi czas czytelniczy), ale nie wiem jak będzie z częstotliwością notek: może się zdarzyć tak, że w jednym czasie wrzucę kilka recenzji pod rząd, nie wiem ile potrwa taka sytuacja, ale proszę o wyrozumiałość. Pozdrawiam i do usłyszenia 
 

niedziela, 20 września 2015

Kilka czytelniczych faktów...niestety dziś tylko o mnie #1

Cześć wszystkim!
Dziś pomiędzy czytaniem, a niedzielnym spacerem pomyślałam sobie, że fajnie byłoby tym osobom, które czasami tu zaglądają trochę przybliżyć moją osobę i trochę lepiej poznać Was. Ale jako, że nienawidzę podawania jakichś faktów o mnie jako osobie, to pomyślałam, że zacznę od informacji o mnie jako czytelniku, co jest dla mnie może nawet większym wyczynem niż napisanie tu mojego adresu i numeru telefonu. Postanowiłam więc, że napiszę w tym poście kilka "czytelniczych faktów o mnie" (jeśli chcecie uciec, to jest jeszcze moment, w którym można to zrobić...nim będzie za późno :D no chyba, że cierpicie na bezsenność, wtedy istnieje malutka szansa, że uda Wam się w szybkim tempie zasnąć z nudów)
 Teraz kiedy już ostrzegłam Was przed ewentualnym zanudzeniem (żeby nie było, że nie ostrzegałam(;) możemy zaczynać, ale zanim pierwszy fakt ujrzy światło dzienne, chciałabym zachęcić Was do napisania w komentarzu czegoś o sobie. Jeśli nie robiliście czegoś takiego u siebie, a chcielibyście to również zachęcam, bardzo chętnie sama poczytam takie posty (; a teraz do rzeczy: 

1.Nigdy nie skończyłam żadnej serii czy trylogii. Pozaczynałam ich wiele, nawet sama nie wiem ile. Czasami, kiedy stwierdzam, że zakończenie pierwszej, czy drugiej części mnie satysfakcjonuje to niejako napawa mnie przerażeniem poznanie zakończenia całego cyklu, bo boje się rozczarowania...a może dlatego, że to strasznie smutne dla mnie kiedy coś się definitywnie kończy i wiem, że dalej nic już nie ma. A często po prostu odkładam kupienie kolejnej części "na później" a to "później" następuje po kilku latach
2.Strasznie przeżywam książki, które czytam i wkurzam się kiedy coś w książce idzie nie po mojej myśli 
3.Nie mam zakładek. Do zakładania książek używam wszystkiego co się nawinie: paragonów, ulotek, kartek...kiedyś nawet zdarzyło mi się używać do tego wacika 
4.Nie pożyczam książek. Mogłabym to pozostawić bez tłumaczenia, ale pomyślelibyście, że jestem gburem i chamem (może jestem, ale zostawmy to na razie). Po prostu zawsze kiedy komuś pożyczałam książkę, to wracała ona do mnie w innym stanie niż ją oddawałam i stwierdziłam, że to nie jest fajne kiedy ktoś nie szanuje mojej własności.
5. Tutaj kocham pisać o książkach, ale nie lubię o nich rozmawiać ze znajomymi (chyba dlatego, że nikt z moich znajomych nie odbiera czytania tak jak ja)
6.Zdarzało mi się odmówić komuś spotkania, odrzucić czyjeś zaproszenie tylko po to żeby zostać w domu i czytać.
7.Kiedy jakaś książka mnie wciągnie to mogę nie jeść, nie spać, tylko czytać
8.Jestem "fetyszystą" domowych biblioteczek...zwłaszcza tych pokaźnych i strasznie lubię patrzeć na półki zastawione książkami i sprawdzać co ludzie mają na półkach. W pokoju mam tylko jeden regał na którym już nie mieszczą się książki. 
9.Nie ma domu bez książek. Kiedyś chcę mieć osobne pomieszczenie na książki, a jeśli to się nie uda to nie wyobrażam sobie że w moim domu nie będzie chociaż jednego regału specjalnie na książki

Chyba powinno być ich 10, ale już nic mi nie przychodzi do głowy. A jak to jest z Wami? Macie jakieś swoje "dziwactwa" związane z czytaniem/książkami?   A tak żeby nie było pusto daje zdjęcie mojej malutkiej kolekcji...wiem, że jest mała, ale bardzo chcę ją powiększyć.

 
 

piątek, 18 września 2015

#KlasykaKryminały Agatha Christie - I nie było już nikogo

...I nie było już nikogo
Witam wszystkich najserdeczniej!
Studia zbliżają się coraz większymi krokami, a ja jestem coraz bardziej zesrana przestraszona, w dodatku nie mam za bardzo czego czytać, bo na te książki które stoją na półce jakoś nie mam w tej chwili ochoty, a na to co chciałabym teraz poczytać nie mam przez te całe studia i wyprowadzki funduszy, tak więc moje czytelnictwo znowu podupada ); ale dziś, dzięki empikowi i jego promocji na całą twórczość Christie przychodzę do Was z (chyba) klasyką klasyki: ksiażką I nie było już nikogo

Wiele osób już pewnie tę pozycję zna, czytało ją, albo przynajmniej o niej słyszało. Ja postaram się napisać o niej tak by nie zdradzić Wam przypadkiem zbyt wiele i nie pozbawić kogoś przyjemności czytania, tak więc opinia będzie bardziej ogólna (jak to zwykle u mnie bywa) 

 Dziesięć osób, każda podejrzana o morderstwo, zostaje zaproszonych przez tajemniczego gospodarza do domu na wyspie. Gdy ginie druga osoba, goście szybko zdają sobie sprawę, że to, co początkowo uważali za nieszczęśliwy wypadek, jest robotą zabójcy. Postanawiają odkryć jego tożsamość, ale okazuje się, że nikt nie ma alibi. Odizolowani od społeczeństwa, niezdolni do opuszczenia miejsca pobytu, umierają jeden po drugim w sposób opisany w dziecięcej rymowance,  która wywieszona jest w ich pokojach.

Dziesięciu ludzi, dziesięć różnych osobowości, jedna wyspa i żadnej możliwości ucieczki...a przecież gdzieś tam czai się morderca. Uwielbiam te kryminały, w których czytelnik musi "ruszyć głową", zastanowić się "kto jest mordercą?!"

Autorka buduje napięcie, które utrzymuje odbiorcę przy książce, sprawia, że chce się dowiedzieć "jak to się skończy?" a droga do odpowiedzi jest pełna zakrętów. Bardzo sobie cenie tak skonstruowane kryminały, fajnie się je czyta. Jest też w nich jakaś 'lekkość', dlatego wielu osobom książka może się podobać, mnie się podobała.

Wielowymiarowość postaci, solidna kreacja, różnorodność to te cechy, które przy tworzeniu postaci grają dla mnie kluczową rolę i książce Christie zostają one spełnione. Tutaj każda postać jest inna, ale wszystkie nakreślone z jednakową starannością, w taki sposób, że żadna z nich nie jest "bezosobowa" jak to często w literaturze bywa. 

Nie będę się chyba więcej zbytnio rozpisywać, bo cóż jeszcze mogłabym napisać poza tym, że serdecznie ten tytuł polecam? Książka na poziomie, przyjemnie się czyta, wciąga...jest najprościej mówiąc dobra.


Przepraszam, że to tak krótka opinia, ale moja wena recenzencka podupada, a to, że tak mało czytam trochę mnie dołuje, ale kiedy tylko odmrożę moje "books money" to zrobię jesienno-zimowe książkowe zakupy i zapas kakao na te zimowe czasy i może w końcu wpadnę w czytelniczy trans, w którym chyba tak naprawdę nie byłam od ponad roku.
 
 

sobota, 5 września 2015

Let it rain! Fallen leaves! Przeprowadzka. Kocham jesień talk!

Witam najserdeczniej!


W prawdzie w kalendarzu nadal lato, ale dla mnie jest już jesień...w końcu. Mimo iż nie jest to moja ulubiona pora roku, to w kolejce na faworyta grzeje mocne drugie miejsce: zwłaszcza, że lata i wiosny zwyczajnie nie lubię: taki to już ze mnie zimowy człowiek (no: jesienno-zimowy). Jednak podczas gdy większość lubi tę jesień "złotą" to ja lubię tę ponurą i deszczową (tak: wiem: dziwny człowiek ze mnie) 



 Jesień to grube swetry, długie wieczory i kakao/herbatka/gorąca czekolada...no i oczywiście książki: dużo książek! Mam nadzieję, że znajdę czas na cieszenie się tym wszystkim.
Ta jesień będzie dla mnie trochę inna, bo tych długich wieczorów nie będę już spędzała w moim rodzinnym, kochanym domu, a w wynajętym mieszkaniu, ale to trudno: może się przyzwyczaję. Niestety zmiana lokum wiąże się z pozostawieniem w domu mojej ukochanej mini-biblioteczki, ale nie ma nawet takiej opcji, że nie zabiorę ze sobą chociaż malutkiego tira wypchanego książkami do nowego mieszkania. Wydaje mi się jednak, że jesień jest dobrą porą na przeprowadzkę. Chociaż już na samą myśl tęsknię za domem, to jednak studia zobowiązują. 


 Od pewnego czasu przetwarzamy z babcią owoce, więc kolekcja dżemów już czeka. Zamierzam dalej odżywiać się zdrowo: bo to już właściwie weszło, dżemy wprawdzie słodzone białym cukrem, ale nie należę do aż takich fanatyków żywienia, więc myślę, że od odrobiny dżemu nic mi się nie stanie :D poza dżemami zaopatrzyłam sie także w przepyszne prawdziwe miody na moim ulubionym święcie miodu (Miodowej Biesiadzie w Kurowie) także myślę, że jesień mi nie groźna, a może i na zimę tych cudów natury wystarczy. 
 A Wy? Lubicie jesień? Jakie macie czytelnicze plany na najbliższą przyszłość i co polecacie na takie długie jesienne wieczory z książką (i kubkiem kakao)? 

środa, 12 sierpnia 2015

Veronica Rossi - Przez Bezmiar Nocy recenzja książki

Dzień dobry!
Dzisiaj porozmawiamy o drugiej części trylogii Veronici Rossi i nie mam na ten wypadek przygotowanej żadnej ciekawej, życiowej anegdotki.
 Jeśli czytaliście recenzję poprzedniej części...lub chcecie ją przeczytać nim zabierzecie się za tę to tu podaje link do ---> Przez Burze Ognia 

 Przeżyli eterowe burze, ale czy ich uczucie przetrwa bezmiar nocy?
Po miesiącach rozłąki Aria i Perry znów są razem, lecz ich wspólna przyszłość jest niepewna. Perry, nowy Wódz Krwi plemienia Fal, musi walczyć o zaufanie swoich ludzi. Aria zaś prowadzi sekretną misję. Do tego gwałtowność burz eterowych się nasila, a niekończący się półmrok spowija ziemię. Aria i Perry mają coraz mniej czasu, by odnaleźć Wielki Błękit. Czy zdążą, zanim bezlitosny żywioł zniszczy ich świat i marzenia o wspólnej przyszłości? 


Pani Rossi jest bardzo dobra w prowadzeniu przez przeszło 300 stron dość średniej książki żeby na końcu walnąć czytelnika czymś co sprawi, że będzie chciał sięgnąć po kolejną część. Doszłam do takiego wniosku po przeżyciu swoistego deja vu z Przez burze ognia. 

Nie wiem czemu "walnęłam" w Was tą konkluzją na początku recenzji, ale leżało mi to dość mocno na sercu. Druga część trylogii jeśli chodzi o te wszystkie oceniane przeze mnie aspekty jest podobna do pierwszej...z tym, że postaci bardziej wkurzają (nie wszystkie, ale ich spora część). 
  Na początku nazwałam książkę średnią...to trochę przesadzone, bo książka wciąga i w sumie dość przyjemnie się ją czyta, ale przez zachowanie bohaterów ciężko się skupić na czymś innym niż ich rozterki. Historia sama w sobie jest naprawdę ciekawa i spójna. Niby przez całą książkę coś się dzieje, ale tak naprawdę dopiero pod koniec naprawdę się wkręciłam i...BANG - koniec. 

 Nadal nie odnalazłam odpowiedzi na pytanie, czego mi właściwie brakowało w Przez burze ognia, ale jedno jest pewne w Przez bezmiar nocy też mi tego brakowało. Opowieść niby jest fajna, oryginalna, ciekawa, a jednak jakby nie pełna. Co do jednego jestem jednak pewna, druga część jest lepsza. Dzieje się więcej, dzieje się ciekawiej i co najważniejsze chce się tego jeszcze.  

Nigdy nie skończyłam żadnej trylogii ani serii, ale wiem, że pewnego dnia tę właśnie trylogię zamierzam dokończyć, bo perypetie Arii i Perrego są fajnie skrojoną opowieścią, którą myślę, warto przeczytać. Jak wspomniałam: moim zdaniem druga część jest lepsza i warto dla niej przeczytać pierwszą (która też jest w porządku) Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia (;


niedziela, 9 sierpnia 2015

Becca Fitpatrick - Black Ice recenzja kiążki

Cześć wszystkim! 
Na początku chciałam podzielić się z Wami tym, że w końcu udało mi się wpaść w pierwszy od niemal roku czytelniczy "szał" i w końcu naprawdę chce mi się czytać (tak, przyznaję się, że przez pewien czas mi się nie chciało i miałam jakby przesyt) ale teraz w końcu wracam, jak długo to potrwa nie wiem, mam nadzieję, że jak najdłużej, szkoda tylko, że nie mogę na razie kupować książek, bo w związku z tym, że od października idę na studia i niestety przyjemności musiały zejść na dalszy plan ): (Także, jak ktoś chce mi podarować jakieś książki: proszę się nie krempować- no dobrze: koniec tych żartów: bierzmy się za recenzję!)
 Wielu z Was pewnie miało już okazję czytać Black Ice, ale nie powstrzymuje mnie to od wyrażenie mojej opinii na temat książki Fitzpatrick. Saga dzięki której autorka stała się znana, a właściwie jej pierwszy tom: Szeptem zaczął moją przygodę z fantastyką i intensywnym czytelnictwem, wcześniej sięgałam głównie po kryminały i nie ukrywam niezbyt często, ale było to kilka lat temu, także: mniejsza z tym. W każdym razie Szeptem to dość ważna dla mnie książka, chociaż nigdy nie skończyłam czytać serii, przerwałam w trakcie drugiego tomu, ale planuję jeszcze wrócić do tych książek...kurde: niech mnie ktoś powstrzyma przed tym paplaniem, bo ta recenzja nigdy się nie zacznie, że o zakończeniu już nie wspomnę: na dobry początek: opis!

 Nie daj się zwieść pozorom! Britt długo przygotowywała się do wymarzonej wyprawy wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Niespodziewanie dołącza do niej jej były chłopak, o którym dziewczyna wciąż nie może zapomnieć. Zanim Britt odkryje, co tak naprawdę czuje do Calvina, burza śnieżna zmusza ją do szukania schronienia w stojącym na odludziu domku i skorzystania z gościnności dwóch bardzo przystojnych nieznajomych. Jak się okazuje, obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie zgadza się wyprowadzić ich z gór. Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca, a ona może stać się jego kolejnym celem, sprawy przybierają dramatyczny obrót… 

W sumie nie wiem co powiedzieć, bo z jednej strony książka mi się bardzo podobała taka jest (chociaż sam koniec mi się nie podobał) z drugiej strony: czytelnik, który nie jest mną mógłby sie lekko rozczarować po tym co zapowiadał nam opis z tyłu okładki. Ja oceniam książki tak, że jeśli mi się podoba to TO czego oczekiwałam nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ale wiem, że nie wszyscy tak robią.
 Spotkałam się z opinią, że to 'naiwna powieść' i to pewnie prawda, ale ja czasami po prostu lubię takie książki.
Książkę zaczęłam czytać jakoś po świętach, kiedy to ją dostałam, ale po kilku rozdziałach rzuciłam w kąt i wczoraj kiedy do niej wróciłam, wciągnęłam ją na jednym  wdechu. Książka miała być thrillerem i oczywiście w sporej części nim była, ale później zrobiła się trochę zbyt miła. Nie powiem żeby była zbyt nieprzewidywalna, ale mnie osobiście czytało się ją bardzo dobrze. 
 Bohaterowie natomiast wywołują skrajne emocje, Britt jest nieco IRYTUJĄCA ale da się znieść, podobnie jej najlepsza przyjaciółka. Reszta postaci bez zażutu, budzi sympatię i jest wykreowana raczej poprawnie. 
Akcja przebiega dość sprawnie i szybko co jest dla mnie dość dużą zaletą, bo nie lubię przesadnego rozwlekanie, tutaj jest to w idealnych proporcjach. Ja od siebie książkę polecam, myślę, że warto ją przeczytać. Jeśli chodzi o ocenę: wystawiam tutaj 8/10, ale naprawdę długo wahałam się nad 9.



 Jeśli chodzi o Black Ice to wszystko. Życzę wszystkim udanego tygodnia i do zobaczenia (mam nadzieję niebawem)

Kryminalne zagadki Strike'a 2: Robert Galbraith (JKR) - Jedwabnik

Welcome Everyone!
Grubo ponad rok temu pisałam Wam o Wołaniu Kukułki pierwszej części przygód detektywa Cormorana Strike'a. Była to w tamtym czasie (według mnie) najlepsza książka (kryminał) jaki miałam okazję czytać, a jako, że w ciągu tego czasu zbyt wiele kryminałów nie miałam okazji czytać: nadal wiedzie prym...i nadal jest jedną z moich ulubionych książek (w ogóle).
 Jest sobotni wieczór, większość ludzi w moim wieku pewnie gdzieś teraz imprezuje, a ja bawię się w nieco inny, mój ulubiony sposób piszę dla Was recenzję, a później zapewne będę czytać, bo ostatnio strasznie sobie odpuszczam i wybieram inne formy pożytkowania czasu (czy może marnowania, bo mowa głównie o serialach i filmach, ale myślę, że czas przeznaczany na różne formy szeroko pojętej sztuki (filmowej, literackiej) nigdy nie jest zmarnowany o ile trafiamy na te dobrze zrobione, ciekawe filmy, książki, czy seriale. Znowu się rozgadałam zamiast rozprawiać o książce, przepraszam. A teraz już całkiem serio przechodzę do Jedwabnika, drugiej części przygód detektywa Cormorana Strike'a.

 Jeśli mam być szczera: pierwsza część była nieco lepsza, co nie znaczy, że Jedwabnik nie trzyma niezłego poziomu.
 -----> Wołanie Kukułki Recenzja



Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go odnaleźć i sprowadzić do domu. W trakcie śledztwa okazuje się, że powód zniknięcia Quine’a może być znacznie poważniejszy niż podejrzewa żona. Pisarz właśnie ukończył rękopis będący jadowitym portretem niemal wszystkich jego znajomych. Gdyby książka została opublikowana, zrujnowałaby niejedno życie, więc wielu osobom mogło zależeć na uciszeniu autora. A kiedy ten zostaje odnaleziony – brutalnie zamordowany w dziwacznych okolicznościach – rozpoczyna się wyścig z czasem, by zrozumieć motyw bezwzględnego zabójcy, zabójcy, jakiego Strike do tej pory nie spotkał… 

Mija trochę czasu odkąd Strike rozwiązał sprawę śmierci znanej modelki, przyniosło mu to pewien rozgłos i jakąś tam sławę, od tego czasu zajmuje się raczej 'lekkimi' sprawami, do czasu kiedy do jego biura przychodzi zrozpaczona Eleonora Quine, która zleca Cormoranowi odnalezienie jej męża. Sprawa z pozoru wydaje się być prosta, jednak, gdy detektyw odnajduje ciało pisarza akcja nabiera tempa.

Bohaterowie, tak samo jak i w pierwszej części (pomijając głównych bohaterów, którzy już w pierwszej części byli świetni) wykreowani bardzo ciekawie i wielowymiarowo,co bardzo cenię literaturze, a już zwłaszcza w kryminałach.
Nie będę się może jednak zbytnio rozpisywać o bohaterach, bo mogłabym zbyt wiele wyjawić.
 Książka należy do tych które mogą wciągnąć, ale jest w niej kilka zbytecznych rzeczy i ma jeden znaczący minus: za szybko się kończy. I już spieszę z wyjaśnieniem: książka nie należy do cienkich pozycji, a jednak samo rozwiązanie przychodzi tak szybko, że nim się zorientujemy już mamy koniec książki, a moim zdaniem powinno to zostać trochę bardziej rozbudowane, ale w ogólnym rozrachunku zwieńczenie dzieła można uznać za satysfakcjonujące (przynajmniej dla mnie, jak będzie z Wami? myślę, że musicie po prostu sami się przekonać). 
 Książka to całkiem niezły i niezbyt ciężki kryminał: napisany bardzo fajnym, przystępnym stylem. Czyta się przyjemnie i kiedy już się człowiek wciągnie bardzo szybko i gdybym ja nie zabierała się za nią jak szczerbaty do suchara to ta recenzja byłaby na blogu już dawno, bo książka leżała na półce od polskiej premiery, jak sporo innych, które nadal jeszcze tam stoją :) 
 Przepraszam, że ta recenzja jest taka krótka, ale nie jestem zbyt dobra w pisaniu o kryminałach, bo bardzo łatwo jest zdradzić zbyt dużo, a wtedy czytanie nie będzie już tak pasjonujące. 

 Dziś mamy niedzielę, jak zauważyliście na początku recenzję pisałam w sobotę, ale wczoraj wieczorem miałam problemy z internetem i publikuję ją dopiero dzisiaj...a miałam przecież cały ubiegły tydzień, ale to nie wszystko na dzisiaj, bo wieczorem możecie oczekiwać jeszcze jednej recenzji. Zatem do zobaczenia. Pozdrawiam i życzę udanego dnia (;